Życie bez dokładnie zarysowanych granic zaczyna mi się udzielać. Żyłam tak, mając 14, 15 lat i czułam się wspaniale – można powiedzieć – emanowałam radością. Z czasem „dorosłam”, a więc pewne zachowania „nie wypadały”. Cóż, postanowiłam porzucić wszelkie zahamowania i podążać prostą drogą ku szczęściu. Żadnych skrótów, ślepych uliczek, czy skrzyżowań. Zwykle to ja sama komplikowałam sobie życie. Oczywiście, stało się to już nawykiem, a więc metamorfoza nie nastąpi gwałtownie, jednak stanowczo mogę stwierdzić, że podążam w odpowiednim kierunku. Kiedy będę miała ochotę zadzwonić do pana M, G, czy jakiekolwiek innego – zrobię to bez zbędnych przemyśleń. Kiedy będę miała ochotę wyjść z domu w moich boskich, nowiutkich conversach i nałożyć do nich mało pasujące ubranie - zrobię to. Kiedy po raz „n-ty” moje zdanie odbiegać będzie od zdania większości – wypowiem je. Jeśli ktoś nie akceptuje mnie takiej jaką jestem, należy wykreślić go z wewnętrznej listy znajomych, nawet jeśli wiązać się to będzie z nieproszonym uczuciem zawodu.
Po każdej nocy nastaje dzień.
1 kwietnia 2010
jesili lubisz konie to zapraszam
OdpowiedzUsuńhttp:/mojkonarab.blogspot.com