poniedziałek, 12 kwietnia 2010

„Można odejść od swoich miłości, lecz nie podobna zapomnieć, że się kochało.”

Każdy z nas przeżywa kilka etapów. Poznajemy różnych ludzi, spędzamy z nimi określoną ilość dni, tygodni, a nawet lat. Choć instynktownie czujemy, że każda upływająca minuta, zbliża nas do momentu rozstania, wiążącego się z ogromnym zachwianiem emocjonalnym, wciąż uśmiechamy się, na myśl o kolejnej rozmowie, spojrzeniu w oczy, dotknięciu warg. Młodość pomaga ujrzeć szklankę do połowy pełną. Pierwsze przyjaźnie wydobywają z nas skrywane dobro, pierwsze miłości nauczają grzechu przyjemności, pierwsi wrogowie wyłaniają mimowolną zawiść. Ucząc się życia, dzielimy doświadczenia z ludźmi, którzy pomagają nam uchwycić sens, mijających chwil. Każdą napotkaną trudność, a tym samym wszelką ulotną rozkosz, traktujemy nader poważnie. Ludzie z którymi połączy nas nić przywiązania, w mgnieniu oka uzależniają od swojej obecności. Zbyt często zapominamy, jak cienka jest owa nić. Nożyce zazdrości, kłamstwa, czy co gorsza zobojętnienia, przecinają ją w chwili, gdy najmniej się tego spodziewamy. Jednak życie okazuje łaskę i niedościgniony czas goi, nawet najgłębiej zadane rany. Co dalej? Pytanie nieuniknione. Zwykle, bogatsi w doświadczenia, jakimi nazywamy chwile zwątpienia, odnajdujemy kolejne bratnie dusze, zbieramy się w sobie i kontynuujemy nietuzinkowy żywot. Jednak serce wciąż nie pozwala zapomnieć dawnych powierników, a każde zachowane wspomnienie wywołuje rosnące rozgoryczenie. Dlaczego skończyło się coś tak prawdziwego? Choć zadajemy to pytanie za każdym razem, kiedy niespodziewanie coś przypomni barwną przeszłość, odpowiedź wciąż pozostaje zagadką. Istnieje więc dylemat, jak odróżnić nici, których przez dziesiątki lat nie przetnie żadne ostre narzędzie, od tych, które sprawiając jedynie takie wrażenie, skrywają łzy? Czy szklanka w końcu musi, stać się do połowy pusta, a tym samym uzmysłowić nam złośliwy schemat życia, jakiemu poddaje się większość społeczeństwa? Rozpoczynając nowy etap, pozwalamy amputować sobie to, co już dawno umarło, by nie stracić radości z tego, co dopiero przed nami. Choć brzmi to logicznie, w rzeczywistości przypomina próbę okłamania samego siebie. Czy oszustwo może przynieść, świadomemu człowiekowi, upragniony spokój ducha?

“Zapomnieć. Takie proste słowo. Gdyby część jej mózgu potrafiła od tak, po prostu wymazać informację bez śladu. Tak Jak zapomniała o drobiazgach: wysłaniu życzeń, oddaniu książki do biblioteki, kupieniu pasty do zębów podczas zakupów w supermarkecie. Z wielkimi wydarzeniami nie jest już jednak tak łatwo. Wyryły się w pamięci na zawsze. Żyją w tkankach mózgu, pod skórą, we krwi. Zwinięte w kłębek, drzemią w nieświadomości, do czasu, aż coś je zbudzi. Ni stąd ni zowąd wspomnienia ożywają, wypełniając głowę obrazami przeszłości.”

— Anne Cassidy

25 października 2009

1 komentarz: