niedziela, 18 kwietnia 2010

"Małe kłamstewko wypowiedziane tonem nie znoszącym sprzeciwu. To właśnie ono zamknęło mi usta."

- Oddaj kartkę! – wrzasnęła jędzowata S., zorientowawszy się, że ściągam. Nieco zbita z tropu podałam jej wpół wypełniony arkusz. Powinnam była przeprosić? Co właściwie robi się, gdy ktoś nakryje nas na oszustwie? Robiłam to już miliony razy, ale przecież nikt wcześniej nie zauważył. Miałam setki pomysłów, dotyczących wykonania „magicznej karteczki”, ale nigdy nie zastanawiałam się nad ewentualnym przyłapaniem. Z każdym sprawdzianem spisywałam coraz odważniej, bo skoro nikt nie reaguje, to nie może być takie złe, każdy ściąga. Dopiero siedząc nad pustą ławką, zdałam sobie sprawę z popełnionego błędu. Dlaczego to zrobiłam? Brak wiedzy? Skądże, przecież uczyłam się tych idiotycznych słów przez cały miniony wieczór. Mała karteczka miała być jedynie pomocą, w razie „gdyby” - bo przecież zawsze miałam jakąś rezerwę. Nikt dotąd nie zgłosił sprzeciwu. Nikt nie oglądał moich rąk, nikt przeszukiwał piórnika, nikt nie stał nad głową. Skoro nie stał, mogłam robić to, na co miałam ochotę, a ochotę miałam na dobrą ocenę, będącą efektem minimalnego wysiłku. Dopiero teraz, patrząc na skupienie znajomych, piszących sprawdzian, zrozumiałam, że zrobiłam coś nie tak.
Ściąga jest tu jedynie symbolem grzechu. Ile razy już robiłam to, czego nie powinnam była, jednak brnęłam dalej, ponieważ dotąd nie poniosłam żadnych konsekwencji błędnego wyboru? Kiedy raz udało mi się ściągnąć, pozostając niezauważoną, robiłam to ponownie – „przecież nic złego się nie stało”. Często nie zdajemy sobie sprawy z własnego oszustwa. Permanentne wykonywanie tej samej, nieodpowiedniej czynności, sprawia, że przyzwyczajamy się do niej, a tym samym przestajemy zauważać jej złą stronę. Nieraz zadawałam sobie pytanie, jak to możliwe, że człowiek z zimną krwią zabija drugiego istotę? Jak można dopuścić, by mąż bił żonę, czy też lekarz notorycznie brał łapówki? Dopiero siedząc w felernej ławce i patrząc w oczy rozzłoszczonej nauczycielki, zrozumiałam jak brzmi celna odpowiedź. Kiedy człowiek raz zrobi coś bezkarnie, pewne jest, że uczyni to ponownie, bez z względu na to, jak straszny wydaje się ów czyn. Skoro nie otrzymał żadnej kary, może następna próba także się powiedzie, skoro nikt nie protestuje – może nie jest to złe? Wpadamy w pułapkę nieświadomego fałszu. Nigdy nie przyznamy się przed sobą, że – ja (miejsce na imię) umyślnie okłamuję i jestem oszustem, dlatego błędne koło po raz kolejny zatoczy krąg. 

9 komentarzy:

  1. mnie kiedyś przyłapał na ściąganiu z PO. uuuu. ale wiedziałam, że nie było to złe same w sobie, bo na co mi takie głupoty?!

    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Celne spostrzezenie. I ladnie przelozone. Szkoda, ze na uleczenie tego kazdy z nas musialby miec policjanta. A moze mamy policjanta ale oni spia? Nie sa dobrze oplacani?

    OdpowiedzUsuń
  3. Na coś się jednak to ściąganie przydało, bo zaprowadziło Cię do bardzo głębokiej refleksji. Osobiście myślę, że powtarzane rutynowe czynności może bardziej prowadzą do otępienia niż do zła, ale... licho wie w sumie. Są rzeczy, których nie warto wkuwać na pamięć, bo ich wartość jest żadna. Inne przeciwnie.
    Chyba tylko myślenie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. trafne stwierdzenie...
    inny może siedząc w tej ławce wiesz co by pomyślał? 'kurde następnym razem nie dam się złapać!'

    ps. bardzo lubię słowo 'permanentne' :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie kiedyś przyłapał profesor od ekonomiki... popatrzył na mnie, i powiedział "Pani?..." od tamtego czasu byłam zawsze przygotowana na 6...

    ...wstyd mi się zrobiło jak cholera...

    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  6. hmmm notke czytalam kilka dni temu wiec juz nie pisze pod jej wplywem.. w zasadzie nie do konca pamietam co chcialam ci napisac kilka dni temu gdy zapomnialam adresu bloga;P
    w kazdym badz razie ja uwazam ze sciaganie nie zawsze jest zle (sama sie tak tlumacze;P). jezeli masz swiadomosc ze uczysz sie kompletnych bzdur ktore nigdy ci sie do niczego nie przydadza to sciaga jest calkowicie zrozumiala. wiadomo ze nie mozna tym tlumaczyc wszystkiego. jakis poziom trzeba zachowac i miec minimalne pojecie o swiecie ale z tego co pamietam (och kiedy byly te czasy liceum;P) oni wcale nie ucza tylko podstaw;) dlatego ja cie rozgrzeszam:D chociaz w sumie nawet nie napisalas na jakim przedmiocie to bylo. a jezeli naprawde czujesz sie winna i czujesz ze nie powinnas tego robic to wyciagniesz odpowiednie wnioski i to tez wyjdzie ci na dobre;)

    ja narazie do zadnych wnioskow nie doszlam bo nikt mnie nigdy nie zlapal na sciaganiu. moze jak to sie stanie to zmieni mi sie punkt widzenia

    PS a tak poza tym to masz boska muzyke na blogu;) tylko szablon troche smutny

    PPS jak to dobrze ze nie ma juz ograniczonej dlugosci komentow:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  7. A widzisz, mówiłam, że blogspot jest boski :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię Happysad!:)Ściągania nie lubię bom belfer. Ale kto nigdy nie ściągał niech się odezwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie umiem ściągać, nigdy nie potrafiłam - robię się tak nerwowa, że z mety widać co robię. Dlatego wolę
    a/nauczyć się
    b/hmm....tu miało być nie nauczyć się i złapać pałę, ale właśnie sobie uświadomiłam, że ostatnia złapałam jakieś 23 lata temu. Z wiekiem zrobiłam się taka ambitna, że 4 uważam za porażkę. Tyle, że od lat uczę się rzeczy, które mi sprawiają przyjemność, a to przecież zupełnie inna sprawa:))
    Uczę dorosłych - zawsze próbują ściągać, nawet ci naprawdę dobrzy. A mnie jest wstyd za nich i nie potrafię zwrócić im uwagi. Chyba to mamy we krwi:)

    OdpowiedzUsuń