poniedziałek, 12 kwietnia 2010

„Patrzeć poprzez mrok i widzieć…”

Dochodziła 9 rano. Właściwie, w tym wypadku, trafniejszym określeniem byłoby „nad ranem”. Gwiaździste noce kuszą rozkoszną ciszą, po co więc marnować je na sen? Mylne jest wrażenie, że wstając później tracimy dzień. Zyskujemy jedynie świetlistą noc i niezrównaną świadomość przeżytych godzin. Czy istnieje coś gorszego, niż rosnące z minuty na minutę zmęczenie? Żadna z łaskawie danych nam chwil, nie okaże się cudem, jeśli nie będziemy w pełni świadomi ich wspaniałości, a nie jest to możliwe bez wcześniejszego naładowania życiowych baterii.
Wracając do tematu, siedziałam w dość zatłoczonym, jak na tą porę, McDonalds’ie. Cappuciono parzyło w język. „Po co kupuję kawę, która nigdy nie będzie zawierała tyle kofeiny, ile bym potrzebowała?”. Jedno z pytań, na jakie nie ma klarownej odpowiedzi. Przekartkowałam słynne „Metro”, by dotrzeć do działu „kultura”. To ciekawe. Według tutejszych redaktorów, jedyne co kryje hasło „kultura” to niezbyt wyszukane dowcipy i równie banalne horoskopy. „Dziś będziesz miał szczęście. Dzień sprzyja spotkaniom z przyjaciółmi, rozmowie z dziećmi oraz uniknięciu stresu w pracy”. Typowe. Wystrzel kilka pocisków, a nóż, któryś trafi do celu.
Intuicyjnie poczułam na sobie wzrok. Odwróciłam się. Kobieta, siedząca obok, wpatrywała się we mnie, niczym psychopatka. Przez moment nasze spojrzenia spotkały się, a mnie przeszedł delikatny dreszcz. Dokonałam powierzchownej analizy. Dziurawy dres, brudne buty, burza czarnych, nieokiełznanych włosów i ten charakterystyczny wyraz twarzy, jaki nadaje nam tylko jeden czynnik na świecie – samotność. Choć stał przy niej niewysoki mężczyzna w identycznym, starym dresie, jego uwagę przykuło zupełnie inne zajęcie. Zajadał Cheeseburgera, tak, jakby była to najsmaczniejsza potrawa świata.
O czym teraz myślicie? Wiem. Pomyślałam to samo. „Żul” i jego piękna „żulica”. Zwyczajni bezdomni, kolejne nieroby, szerząca się patologia. Zwykle, widząc c o ś podobnego, odwracam wzrok. Może z obawy przed ich reakcją, a może po to, by zagłuszyć nędzne wyrzuty sumienia. Nie wiem dlaczego, jednak tym razem, coś nie pozwoliło mi zlekceważyć, siedzących obok l u d z i . Do stolika państwa „żuli” podeszła smukła blondynka. W jednej chwili, oczy kobiety rozświetlił nieopisany blask radości, wzruszenia i tęsknoty. Przytuliła dziewczynę tak, jak potrafi to tylko matka. Blondynka wyglądała na zdrową, a przede wszystkim zadbaną o s o b ę. Z przejęciem zaczęła swoją opowieść o szkole, nowych przyjaciołach i… zastępczej rodzinie. 
To smutne. Nie. Nie to, że rodzina została rozdzielona. Być może to przyczyni się jedynie do wzmocnienia, łączącej ich miłości. Przykra okazała się i moja i wasza postawa. Patrzymy na ludzi pod pryzmatem przedmiotów. Nauczyciel, bezdomny, sprzedawca, lekarz, uczeń, dziennikarz. Pytanie, gdzie podziało się miejsce na pojęcie „człowiek”?
Każdy z nas przeżywa te same emocje, rozterki i wahania. Każdy z nas popełnia błędy, które nie raz trudno jest naprawić. Dlaczego pomimo tego, nie potrafimy okazać cienia zrozumienia, c z ł o w i e k o w i , który zagubił się w dzisiejszych realiach? Nikt nie rodzi się stolarzem, malarzem, aktorem, czy ekonomistą. Bóg obdarza nas wyjątkowymi talentami, których czasem nie udaje się rozwinąć. Zły jest brak walki, jaki nie raz prezentują bezdomni, ale czy nie gorsze jest potępianie tego, co żywe? 
W całym tym zgiełku dnia, warto czasem przysiąść i zastanowić się. Bywają takie sytuacje, w których wystarczy poświęcić kilka minut, by dostrzec panującą wokół miłość. Wystarczy kilka chwil, by psychopatyczny nieudacznik, zamienił się w kochającego rodzica. Uczmy się dostrzegać to, co pozornie niewidzialne.
8 grudnia 2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz